Czy Polska pomoże Bałtykowi?
28-08-2008
Stan Morza Bałtyckiego się pogarsza, tymczasem kraje nadbałtyckie nie robią praktycznie nic, żeby uratować ten akwen ? alrmuje nowy raport międzynarodowej organizacji ekologicznej WWF. Polska w tym zestawieniu wypada najgorzej.
Eutrofizacja, brak morskich obszarów chronionych, chemikalia, przełowienie, inwazja obcych gatunków i rosnąca liczba statków - to główne przyczyny ciężkiej choroby, na którą cierpi Bałtyk. Sytuacja ulegnie dalszemu pogorszeniu, o ile rządy dziewięciu państw nadbałtyckich nie podejmą energicznych działań, aby ocalić morze. Niestety, czas upływa a rządy problem całkowicie lekceważą.
WWF zbadał sytuację w krajach położonych nad Bałtykiem pod kątem realizacji działań na rzecz ochrony morza. Każde państwo jest oceniane pod kątem przeciwdziałania sześciu głównym zagrożeniom: eutrofizacji, utracie bioróżnorodności, przełowieniu, skażeniu niebezpiecznymi substancjami, intensyfikacji transportu morskiego oraz braku zintegorwanego systemu zarządzania morzem.
Eutrofizacja
Eutrofizacja stanowi największe zagrożenie dla Bałtyku. Do morza trafia coraz więcej azotanów i fosforanów odpowiedzialnych m.in. za zakwity sinic. Połowa z nich pochodzi z pól rolniczych i dużych hodowli zwierząt. Pozostałe docierają do Bałtyku m.in. z naszych domów i oczyszczalni ścieków, a także z pokładów statków.
Żaden z krajów położonych nad Bałtykiem, z wyjątkiem Niemiec i Szwecji, nie odniósł znaczących sukcesów w działaniach na rzecz powstrzymania procesu eutrofizacji. Polska tych działań nawet nie podjęła. Pomimo deklaracji złożonych w Bałtyckim Planie Działań w 2007 roku, Polska nie nie zrobiła nic, aby ograniczyć ilość związków fosforu i azotu, spływających rzekami do morza z pól i dużych gospodarstw hodowlanych.
Polscy rolnicy wciąż nie mają obowiązku tworzenia stref buforowych między ciekami wodnymi a uprawianym polem. Kilkumetrowy pas ziemi obsadzonej krzakami i drzewami oddzielający rów melioracyjny, jezioro czy też rzekę od pola, skutecznie zatrzymałby fosforany i azotany. Tyle, że polskie prawo nadal nie wyamaga od rolników tworzenia takich stref. Tymczasem w ciągu najbliżsych lat ilość nawozów zawierajacych fosforany i azotany będzie gwałtownie rosnąć. Podobny problem dotyczy także innych państw bałtyckich, z wyjątkiem Niemiec.
Polskie władze nie zajęły się też do dzisiaj problemem fosforanów w detergentach. W tym przypadku najlepiej wypadła Szwecja, która wmarcu br.wprowadziła calkowity zakaz stosowania fosoforanów w środkach piorących i zamierza zakazać stosowania związków fosforu w środkach do zmywarek. Tymczasem raport państw Konwencji Helsińskiej (HELCOM), w której skład wchodzą państwa nadbałtyckie, stwierdza wyraźnie, że jeśli wszystkie kraje położone w basenie Morza Bałtyckiego zakazałyby stosowania fosforanów w detergentach, ilość związków fosforu, które trafiają do Bałtyku zmniejszyłaby się o jedną czwartą!
Zagrożona bioróżnorodność
Kraje położone nad Bałtykiem nie robią również prawie nic, aby ochronić najcenniejsze przyrodniczo fragmenty Bałtyku. Polska pod tym względem wypada fatalnie, ponieważ do dzisiaj nie utworzyliśmy żadnego morskiego parku narodowego. Jedyną formą ochrony polskiej strefy Morza Bałtyckiego jest włączenie jej fragmentów do sieci Natura 2000. A to zdecydowanie za mało, bo obszary należące do tej sieci nie są zamknięte dla transportu morskiego.
Bez ochrony siedlisk, które są ostoją bałtyckich roślin i zwierząt nie można zachować bioróżnorodności Bałtyku. Obecnie jednym z najbardziej zagrożonych gatunków jest morświn, którego populacja w Morzu Bałtyckim gwałtownie spada. W tym przypadku Polska jest chlubnym wyjątkiem na tle innych państw bałtyckich, ponieważ jedynie u nas prowadzi się działania na rzecz ochrony tego ssaka. Jednak uratowanie morświna będzie możliwe tylko jeśłi do działań ochronnych włączą się wszystkie kraje regionu.
Za dużo statków
Chociaż Bałtyk jest jednym z najmniejszych mórz, to na nim skupia się 15% światowego transportu morskiego. Co więcej w ciągu najbliższej dekady liczba statków pływających po Bałtyku wzrośnie o 80%, a w Zatoce Fińskiej nawet o 100%.
Jedynie dwa kraje nadbałtyckie, Łotwa i Szwecja, ratyfikowały 4 z 7 porozumień dotyczących transportu morskiego. Z kolei konwencja MARPOL, która pozwala m.in. na zrzucanie ścieków ze statków prosto do wody, o ile odbywa się to w odpowiedniej odległości od brzegu, nie odpowiada bałtyckim realiom. Morze Bałtyckie jest akwenem prawie zamkniętym, które bardzo powoli wymienia wody z oceanem. To, co do naszego morza trafi, pozostaje w nim przez blisko 30 lat.
Nadmierny ruch tankowców i innych statków transportowych stwarza również zagrożenie wycieków ropy i innych niebezpiecznych substancji. Szacuje się, że od 25 lat na Bałtyku dochodzi do jednego dużego wypadku rocznie, w którego rezultacie do morza za każdym razem trafia co najmniej 1000 ton ropy.
Innym zagrożeniem, które przwędrowało w wodach balastowych statków są obce dla Bałtyku gatunki. Na razie żaden z dziewięciu krajów nadbaltyckich nie ratyfikował konwencji dotyczącej zarządzania wodami balastowymi. Tymczasem do Bałtyku dotarło już 100 obcych gatunków, które zagrażają rodzimej florze i faunie.
Przełowiony Bałtyk
Wciąż niepewny jest los bałtyckiego dorsza. W ostatnich latach jego populacja zmniejszyła się dramatycznie. Pomimo że już od 8 lat naukowcy zalecali całkowite wstrzymanie połowów, tę rybę dalej się łowi na ogromną skalę. Nie przestrzega się obowiązujących kwot połowowych i co drugi dorsz z Bałtyku, który trafia na talerz pochodzi z nielegalnych połowów.
Dotychczas Polska przodowała w niechlubnych statystykach dotyczących nielegalnych połowów dorsza. Wciąż brakuje odpowiedniej liczby inspektorów, którzy kontrolowaliby rybaków i ich połowy. Pozostaje mieć nadzieję, że sami rybacy, w trosce o własny biznes, wymuszą na swoim środowisku zawodowym samoogranizcenia służące ratowaniu dorsza.
Niebezpieczne substancje
Z racji tego, że wymiana wody w Bałtyku trwa około 30 lat, niebezpieczne substancje, które trafią do Morza Bałtyckiego zostają w nim przez bardzo długi okres. To dlatego stężenia metali cięzkich są znacznie wyższe w Bałtyku niż w północnej cześci Oceanu Atlantyckiego. Wśród niebezpiecznych substancji, które wciąż dostają się do Bałtyku, są kadm i rtęć, chociaż w ciągu ostatnich 15 lat ich ilość udało się zmniejszyć prawie o połowę.
Gorzej sytuacja przedstawia się w przypadku dioksyn i furanów. Ich emisja do Bałtyku zmniejszyła się zaledwie o 24%. W Morzu Bałtyckim wciąż są obecne organotyny, toksyczne chemikalia używane do zwalczania roślin i zwierząt żyjących na statkach. Pomimo specjalnej konwencji z 2001 roku zakazującej stoswoania organotyn nie wszystkie nadbałtyckie kraje zostały sygnatariuszami tego porozumienia. Polska w tym obszarze równa do nadbałtyckiej średniej. Gorzej wypadają Rosja czy Finlandia, a najkorzystniej Estonia, która jako jedyna w tym zestawieniu otrzymała ocenę pozytywną.
Brak współpracy
Dużym niebezpieczeństwem dla Bałtyku jest brak współpracy krajów położonych w jego basenie. Działania podejmowane w poszczególnych państwach nie są koordynowane. Przykładowo, zakaz stosowania fosforanów w detergentach w Szwecji bez wprowadzenia podobnych zakazów w innych państwach nadbałtyckich nie przyniesie redukcji związków fosforu, które spływają do morza. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku innych zagrożeń dotyczących Bałtyku. Tymczasem nad tym wspólnym morzem, we wszystkich krajach nadbałtyckich mieszka łącznie blisko 85 milionów ludzi.
Raport WWF wyraźnie pokazuje, że żaden z rządów krajów nadbałtyckich nie zajął się na peważnie wdrażaniem Bałtyckiego Planu Działań w 2007 roku. Deklaracje, które przyjął HELCOM pozostaja nadal na papierze. Polska w ocenie ogólnej 9 nadbałtyckich państw zajmuje ostatnie miejsce.
Będziemy nadal apelować do polskich władz, aby stały się liderem działań na rzecz ochrony Bałtyku ? mówi Paweł Średziński z WWF Polska. ? Nie możemy czekać na innych. Polska powinna sama wyjść z inicjatywą, i podjąć działania na rzecz ratowania Bałtyku. Mamy szansę zostać na tym polu liderem i zmotywować do współpracy resztę nadbałtyckich krajów.
Więcej informacji:
Paweł Średziński
psredzinski@wwf.pl
+48 604 631 633
| Autor: PAWEŁ ŚREDZIŃSKI - WWF Polska |
Źródło: Fot. Anna Andrzejewska |
|
Podziel się tym artykułem:
|
|
|