Dom wolny od rachunków
51-letni Amerykanin, inżynier Mike Stritzki nie płaci żadnych rachunków energetyce i gazowni. Nie wydaje też ani grosza na benzynę do swego auta. A jednocześnie jego ogromny dom jest pełen sprzetów pożerających prąd. - opisuje ekolifestyle amerykanina Digital Journal
Dom Stritzkiego w Hopewell w stanie New Jersey jest całkowicie zasilany tylko i wyłącznie energią słoneczną. Nadwyżka prądu tworzonego w 56 panelach solarnych wykorzystywana jest do produkowania wodoru. To na wypadek dni pochmurnych, kiedy ogniwa solarne pracują mniej wydajnie.
Eksperci twierdzą, że takie rozwiązanie nie ma szans na powszechne stosowanie. Cały system jest zbyt drogi, proces wytwarzania wodoru w warunkach domowych jest nieefektywny, a panele solarne tak naprawdę sprawdzają się jedynie w miejscach o sporym nasłonecznieniu. ? Nic nie jest za drogie, jeśli chodzi o obronę naszej planety przed zniszczeniem ? odpowiada inżynier z New Jersey. (...)
Stritzki nie wybudowałby domu na słońce, gdyby dotacją nie wsparła go Rada Inicjatyw Użyteczności Publicznej stanu New Jersey i nie wyłożyła 250 tysięcy dolarów. Sam dom wraz z wszelkimi instalacjami do uzyskiwania energii kosztował pół miliona dolarów. Stritzki zainwestował w niego 100 tysięcy dolarów własnych oszczędności. Resztę dołożyli sponsorzy. (...)
Same panele słoneczne nie nadążyłyby z wytwarzaniem prądu na domowe potrzeby. Energii jest dość w słoneczne dni. Wtedy panele generują 160 procent zapotrzebowania domu.
Stąd pomysł wykorzystywania prądu do produkcji wodoru w urządzeniu, które Stritzki nazywa elektrolizerem. Znajduje się ono w garażu, którego dach pokryty jest ciasno panelami baterii słonecznych. Elektrolizer zamienia zwykłą wodę w jej podstawowe składniki, czyli w tlen i wodór. Tlen wypuszczany jest do atmosfery, a wodór magazynowany w dziesięciu zbiornikach zewnętrznych (na propan-butan) po prawie cztery miliony litrów każdy. Zimą wodór ze zbiorników jest przesyłany rurami do ogniwa paliwowego wielkości typowego klimatyzatora ściennego (zamocowanego na zewnątrz garażu), które zamienia wodór z powrotem na energię elektryczną. Same panele słoneczne dostarczają wtedy jedynie 60 procent tego, czego potrzebuje dom i jego mieszkańcy. Reszta energii pochodzi z wodoru. (...)
Inżynier Mike Stritzki nie płaci firmom dostarczającym energię do domu. Stritzki szacuje, że przy masowej produkcji systemów solarno-wodorowych dla domów cała instalacja nie kosztowałaby więcej niż 50 tysięcy dolarów. Inżynier podkreśla jednak, że niektóre amerykańskie stany, takie jak choćby właśnie New Jersey, refinansują taką inwestycję do 70 procent kosztów. (...)
06-04-2007
| Autor: (WA) | Źródło: Digital Journal |
|
Podziel się tym artykułem: |
| Waszym zdaniem | (+) dodaj swój komentarz |
Nie napisano jeszcze komentarzy











