Po pracowitym sobotnim dniu zasiadłem wygodnie w fotelu i włączyłem mój telewizor, gdyż zbliżała się pora nadawania pewnego wieczornego programu informacyjnego. Wszystko zaczęło się jak zwykle, Pani redaktor miło się ze mną przywitała, a ja poczułem jak moje powieki stają się coraz cięższe i cięższe. Aż tu nagle, jak grom z jasnego nieba uderzył mnie optymizm dobiegający do moich, jeszcze nie uśpionych uszu. Jakiś znany mi polityk twierdził, że Polska odniosła zdumiewający sukces polityczny. Naturalnie nie mogłem się powstrzymać przed rozbudzeniem się, bo o ile dobrze zrozumiałem jego wypowiedź, o wyżej wymienionym sukcesie będą pisać w podręcznikach historii. Mówiąc wprost i kolokwialnie...kapcie spadły mi ze stóp.
Po wypiciu pewnej ilości, popularnego napoju kofeinowego, zamieniłem się w słuch. I w tym momencie pożałowałem, że już wcześniej pozbyłem się kapci. Ponieważ gdy zrozumiałem nad czym tak wyżej wymieniony polityk się rozczulał, to chętnie zrzucił bym je ponownie. Otóż tym niebywałym sukcesem polityków, okazało się porozumienie poczynione w sprawie unijnego pakietu klimatycznego. Mówiąc wprost, udało się nam wytargować odroczenie w sprawie wdrażania odpłatności za emisję produkowanych przez elektrownie szkodliwych gazów do atmosfery. Nowe przepisy mają stopniowo wchodzić w życie, aż do roku 2020, kiedy to będzie trzeba płacić za 100% emitowanych gazów.
Pomysł ten wydaje mi się tak samo dobrym posunięciem, jak zachowania nieprzygotowanego do zajęć Jasia, który cieszy się, że Pani jest chora i sprawdzian odbędzie się dopiero za tydzień. Naturalnie nasz bohater może akurat w przyszłym tygodniu znajdzie czas na naukę i poczyni jakieś postępy, jednak śmiem w to wątpić, gdyż już teraz wspomina coś o nowych ściągach. Może to mało wyrafinowane porównanie, jednak chyba trafione.
Problem tkwi w naszej mentalności. Przez dziesiątki lat, PRL wbijał nam do łba, że węgiel to nasz skarb narodowy, że górnik to człowiek wykuwający dobrobyt dla ludowej ojczyzny. Może faktycznie tak było, jednak bardziej mnie interesuje dziś i jutro niż wczoraj. A dziś pewni politycy, wychowani w tamtych czasach, B R E D Z Ą o tym, że węgiel to jedyna szansa dla Polski. Starają się mamić nas jakimiś technologiami, które spowodują, że produkcja z węgla stanie się czysta. Wspominają coś o wpompowywaniu CO2 pod powierzchnie ziemi. Mała dygresja ? mam pomysł, równie genialny, wystrzelmy nasze śmieci w kosmos. Przepraszam za mój ton, jednak dość trudno mi być spokojny, gdy czytam i słyszę takie bajki.
Naturalnie nasz przysłowiowy Jasio ma potencjał i może coś zrobić w ?dobrym kierunku?, jednak z tego co słyszę nie chce tego uczynić. A czemu tak się dzieję? Odpowiedz w moim przekonaniu jest prosta. Otóż takie zachowania zawsze wynikają ze strachu i lenistwa. Rząd boi się spadku zapotrzebowania na węgiel. To oznacz wielkie problem społeczne dla całego Górnego Sląska. Tysiące ludzi, może stracić pracę i to nie tylko w firmach zajmujących się bezpośrednio wydobyciem, ale też pałających się transportem, produkcją maszyn specjalistycznych etc. A jak historia nas uczy, rządzący niczego się tak nie boją, jak górników przed sejmem. Szczerze mówiąc nie do końca rozumiem ten fenomen, bo czym się różni wściekły górnik od wściekłej pielęgniarki? Choć osobiście wolę prowadzić rozmowy z pielęgniarkami.
Uzyskane przez Polskę odroczenie, w moim przekonaniu nic nie da. Prywatne elektrownie nie są zainteresowane produkcją czystej i taniej energii. Naturalnie dla nich liczy się ?tylko? zysk i nie istotne w jaki sposób go uzyskają. Proponowane przez Unię wprowadzenie opłat ze ?emisje? faworyzuję czystą energię, która w ten sposób staje się znacznie tańsza od tej uzyskanej z węgla. Fakt ten powodowałby zwiększenie inwestycji w nowe rozwijające się ekotechnologię. To z kolei doprowadziłoby do obniżenia cen budowy ekologicznych elektrowni. A nasz kraj zafundował sobie sytuacje, w której utwierdza w przekonaniu inwestorów, że warto łożyć środki na starą IXX wieczną węglową technologię.
Osobiście preferuję inne rozwiązanie sytuacji. Elektrownia w imię rekompensaty za określoną emisję gazów cieplarnianych jest zmuszona do zainwestowania ściśle narzuconej kwoty w czyste technologię. Dzięki temu rok pracy elektrowni owocowałby powstaniem jednej fermy wiatrowej lub małej elektrowni wodnej. W ten sposób byłbym pewien, że za kilka lat w moim kontakcie na pewno popłynie czysta energia. Może nie do tego stopnia, jakbym sobie tego życzył, jednak zawsze czystsza niż teraz. A wynegocjowana umowa może doprowadzić do tego, że przez 12 lat prywatne koncerny energetyczne wciąż będą bazować na węglowej energii, a w 2020 roku będziemy w tej samej sytuacji w jakiej jesteśmy dzisiaj. I nie wiem czemu, ale jestem tego wręcz pewien, że tak będzie.
Problem społeczny trzeba rozwiązywać już dziś. Już od jutra musimy tworzyć specjalne strefy ekonomiczne w obszarach, które żyją z górnictwa. Niech w takich miejscach powstają turbiny wiatrowe, niech tam rodzą się nowe technologie. Przykro mi, ale tego problemu nie rozwiążemy w ciągu 2-3 lat, a pewnie i 12lat to zbyt krótki okres. Więc lepiej abyśmy walczyli z nim w sposób sukcesywny a będzie to mniej bolesne. Jednak okłamywanie się, że węgiel może nadal być dobrym surowcem energetycznym, wyrządzi nam więcej krzywdy niż pożytku. Czasami najgorsza prawda jest lepsza i mniej bolesna od złudzeń.
Naturalnie istnieje też problem ceny energii elektrycznej. Koszta inwestycji w nowe technologię oraz koszta związane z odpłatnościami z emisję gazów do atmosfery, zaowocują podwyżkami cen energii. To z kolei wywoła wzrost cen innych, szeroko pojętych, produktów i usług. Jednak drogi prąd, zwiększy opłacalność, a może nawet zmusi ludzi do zakupu energooszczędnych żarówek, lodówek lub pralek. Sytuacja ta faworyzuje technologie energooszczędne. Ponadto rośnie opłacalność inwestycji w przydomowe kolektory słoneczne ipt.
Pewną namiastką sukcesu jest 60 mld złotych jakie dostaniemy, z unijnej kasy, na rzekome modernizacje naszej energetyki. Naturalnie to niewyobrażalna suma pieniędzy, jednak jak pokazują inwestycję drogowe w naszym kraju, pieniądze to nie wszystko. My po prostu nie umiemy ich wydawać, bo jak się okazuje naprawdę trudno mądrze gospodarować nawet gigantycznymi sumami. A może nawet przede wszystkim nimi. Pozytywnie oceniam też decyzje zwalniającą z opłat bloki energetyczne zbudowane do końca grudnia 2008 roku. Podczas gdy wszystkie podobne inwestycje po tym terminie, będą zmuszony do kupowania emisji.
Najgorszym scenariuszem, jaki może się wydarzyć, to brak inwestycji w nowe technologie. Konsekwencją będą znaczne podwyżki cen prądu, tylko że dopiero w 2020, do tego problem pozostanie nierozwiązany, a przez te 12 lat może też urosnąć, bo konsumujemy coraz więcej energii. Myślę, że lepiej pozbyć się złudzeń i już od jutra starać się zmienić. Nie zachowujmy się jak politycy, którzy starają się zepchnąć problem na następną rządzące partie, bo ci aktualni naturalnie odnieśli wielki sukces.
MARCIN WARCHAŁOWSKI
|
Podziel się tym artykułem: |
| Waszym zdaniem | (+) dodaj swój komentarz |











