Mój dobry kolega, wieloletni wegetarianin powiedział mi kiedyś, że jego marzeniem jest wyjazd na Galapagos i... strzelanie do świń.
Obrońca praw zwierząt zapewne się obruszy, jak to, wegetarianin i chce strzelać do świń?! Ano tak, gdyż wegetarianizm kolegi nie wynika z miłości do wszelkich zwierząt, lecz z ekologicznego podejścia do życia, a właściwie do biosfery.
Już spieszę z wyjaśnieniami. Otóż świnie na Galapagos nie występowały naturalnie, zostały tam sprowadzone przez ludzi, zdziczały i się rozmnożyły, a następnie do spółki, z również sztucznie wprowadzonymi na ten teren, szczurami, kozami i psami, zaczęły zagrażać naturalnej, jedynej na świecie faunie i florze wysp. Wyjątkowość Galapagos polega na tym, że zamieszkujące archipelag zwierzęta w większości stanowią endemity, tzn. że nie spotkamy ich nigdzie indziej na świecie. Podobnie niezwykła jest Australia ostatni kontynent, na którym w takiej liczbie przetrwały torbacze. Jednak i ona ma podobne problemy, plaga królików, szczurów, a ostatnio nawet wielbłądów trwale zmienia oblicze tego kontynentu. Na sąsiedniej Nowej Zelandii podobnym problemem stały się osy i wróble.
Brzmi egzotycznie? W takim razie przechodzimy do własnego podwórka. Norki amerykańskie od kilkudziesięciu lat trzebią miejscowe populacje ptaków, czego nie robił rodzimy gatunek, dla którego zresztą, wypuszczenie amerykańskiego krewniaka było przysłowiowym gwoździem do trumny. Dziś rodzimych norek już w Polsce nie spotkamy. Skąd się wzięły norki amerykańskie w Europie. Uciekły z hodowli futerkowych, inne zostały z niej celowo wypuszczone, min. przez myśliwych i miłośników zwierząt.
W podobny sposób w Polsce zagościły szopy pracze, również z amerykańskim paszportem czy jenoty z dalekiej Azji. Wśród imigrantów świata zwierząt rekordzistami są ryby. W Polsce mamy ponad 20 gatunków przedstawicieli ichtiofauny rodem z południa, wschodu i zachodu. W większości wypuszczonych celowo przez wędkarzy, ale też ?spryciuli?, które przedostały się do nas sztucznymi kanałami żeglugowymi czy z wodami balastowym. Oczywiście nie wszystkie zagrażają istnieniu naszej ichtiofauny, ale niektóre owszem. Przykładem może być babka bycza czy sumik karłowaty. Co ciekawe również karpie nie są naturalnymi mieszkańcami tutejszych wód, zastały tu sprowadzone przez Cystersów na początku XIII w. Wychodzi więc na to, że uwalniane przez miłośników zwierząt przed świętami karpie trafiają do rzek i jezior, w których naturalne nie powinny się znaleźć. Jak na ironię, choć na szczęście dla ekosystemów wodnych, karpie mają marne szanse na przeżycie po uwolnieniu, gdyż dorosłe ryby źle znoszą zmiany środowiska, a świąteczne karpie zmieniają je kilkukrotnie.
Niestety to nie koniec ?czarnej? listy najeźdźców. Są na niej nawet popularne i powszechnie lubiane bażanty i wiele innych gatunków zwierząt. Mniej spektakularne, lecz równe skuteczne przykłady znajdziemy w świecie roślin. Do trwale wpisanych w krajobraz należy np. grochodrzew czyli popularna akacja, która przybyła do Europy w połowie XIX w., jako roślina ozdobna, dąb czerwony, sprowadzony przez leśników, jako szybciej rosnący. Pazerność jednak została ukarana, gdyż jego drewno ma dużo słabsze właściwości i w związku z tym nie przyniosło spodziewanych zysków. Takim przykładem będzie też klon jesionolistny i czeremcha kanadyjska, oraz cała armia roślin zielnych z powszechnie lubianymi niecierpkami na czele i niebezpiecznym barszczem Sosnkowskiego.
Swoistymi ?barbarzyńcami w Rzymie? stają się również nasi pupile, psy i koty. Pozostawione bez opieki, czy porzucone odkrywają swoje drapieżne korzenie i często sieją spustoszenie w świecie zwierząt. Nauczone przez tysiąclecia zabawy pozostawione w naturze bawią się polowaniem, zabijając więcej niż potrzebują, pozostawiając często niezjedzone swoje ofiary. Ponadto często krzyżują się z wilkami i żbikami, swymi dzikimi przodkami, co prowadzi do genetycznej degradacji dzikich drapieżców. Jak to się ma do kampanii ?wyzwolicieli? zwierząt, mającej na celu zakaz odstrzeliwania wałęsających się psów i kotów?
Sukces ?najeźdźców? bierze się stąd, że w nowym środowisku mają dobre warunki do rozmnażania się, za to żadnych, lub prawie żadnych wrogów. Wg Światowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN) introdukcja obcych gatunków jest drugą przyczyną wymierania gatunków na świecie, po niszczeniu siedlisk. Oczywiście z czasem po kilkudziesięciu, kilkuset, a może kilku tysiącach lat równowaga w przyrodzie zostanie przywrócona i znajdą się chętni do uregulowania liczebności obcych gatunków, jednak owa przyroda będzie miała już zupełnie inne oblicze. Polecam wiec ?radykalnym? działaczom na rzecz praw zwierząt weryfikację pomysłów uwalniania norek, lisów polarnych, szopów praczy i innych zwierząt, miłośnikom drzew sadzenie tui, czy innych gaunków z dalekiej Azji lub zza oceanu, hodowcą sprowadzanie bizonów czy danieli, ogrodnikom niezwykłych kwiatów i generalne wszystkim uwalnianie do środowiska jakichkolwiek zwierząt, z wyłączeniem reintrodukcji w celu przywrócenia gatunków, które wcześniej wytrzebiliśmy.
KONRAD MALEC
Autor jest publicystą Magazynu OBYWATEL
|
Podziel się tym artykułem: |
| Waszym zdaniem | (+) dodaj swój komentarz |











