Jak to jest z tymi pojazdami z akumulatorami zamiast baków? Jako dziecko zawsze marzyłem o samochodziku zabawce na radio. Niestety pod koniec lat 80tych taki sterowany radiowo wynalazek na baterie kosztował niemało, więc moje marzenie się nie ziściło. A dziś, kiedy mamy XXI wiek, coraz częściej czytam doniesienia o prawdziwych pełnowymiarowych samochodach zasilanych prądem. Czyż to nie wspaniała szansa aby sobie zrekompensować nieziszczone marzenia z dzieciństwa?
Problem w tym, że chyba mało kto wierzy, iż prąd elektryczny magazynowany w baterii może zasilać coś tak dużego jak samochód. Takie rozwiązania są nam dobrze znane, ale tylko z golarek albo kamer cyfrowych. Jednak nasz rodzinny Van miałby być napędzany na baterie? To chyba przesada. No właśnie jak to jest z tymi pojazdami z akumulatorami zamiast baków?
Zaskakujący fakt
Może sobie tego nie uświadamiamy, ale pojazdy elektryczne nie są takim nowym pomysłem jak możemy sądzić. Sławne Melexy które pozwalają golfistom na wygodną i cichą podróż po polu, są już standardem. Wózki bagażowe na waszej stacji kolejowej też zapewne są zasilane prądem z akumulatorów.
Wniosek nasuwa się sam. Skoro auto na prąd świetnie sobie radzi z transportem naszych ciężkich toreb podróżnych to czemu miałby sobie nie poradzić z przewozem naszej rodziny? Problem aut elektrycznych zawsze tkwił w ich zasięgu, a więc maksymalnej odległości jaką mogą przebyć bez potrzeby ładowania baterii. Naturalnie możemy założyć, że nasze elektryczne auto będzie nam służyć tylko w mieście. Jednak co jeśli ktoś dziennie pokonuje dystans 50 km? Jeszcze 15 lat temu tak odległa podróż była marzeniem dla konstruktorów elektrycznych pojazdów. Lecz dzisiejsza technologia radzi sobie z tym problemem i na rynku pojawiają się takie pojazdy jak Fiat 500 (113 km zasięgu). Kolejną barierą powstrzymującym przed zakupem takich pojazdów był czas ładowania akumulatorów. Kiedyś aby ?zatankować? swoje miejskie autko trzeba było czekać w nieskończoność przy specjalnych dystrybutorach prądu, podczas gdy dziś do tego celu wystarczy nam zwykły kontakt i 3 godziny. Samochód na prąd nie musi też być zawalidrogą, bo prędkości osiągane przez najlepsze tego typu konstrukcję sięgają przeszło 100 km/h. Auta w pełni elektryczne mają tez swoje wady. Jedną z nich jest fakt, że gdy nam zabraknie prądu jedyne co możemy zrobić to wezwać lawetę, gdyż nasz stary kanister straci swoje pierwotne przeznaczenie.
Kompromis
Jak wiemy z pewnej reklamy, prawie robi wielką różnicę, jednak czasami kompromis to najlepsze możliwe rozwiązanie. Napęd Hybrydowy jest właśnie taki prawie elektryczny. Produkcja tego typu prawie elektrycznych aut stwarza szanse na przekonanie klientów, do nowych technologi. A napęd hybrydowy to połączenie zalet silnika elektrycznego i spalinowego. W pierwszych generacjach hybryd silnik elektryczny był dodatkiem i grał drugie skrzypce. Działał on tylko przy małych prędkościach, a w momencie większego zapotrzebowania na moc, włączał się silnik benzynowy. W najnowszych prototypach coraz częściej to silnik spalinowy gra rolę drugoplanową (Chevrolet Volt, Opel Ampera), gdyż służy on tylko jako benzynowa prądnica włączająca się w momencie braku prądu w akumulatorach. Mówiąc wprost to taka spalinowa, samobieżna elektrownia na kółkach, mogąca być zasilana biopaliwem (E85). Pomysł wydaje się rewelacyjny. Najnowsze konstrukcje tego typu możemy też sami doładować, za pomocą domowego gniazdka, co w pewnych sytuacjach może nas zupełnie uniezależnić od stacji benzynowej. Idea aut o napędzie hybrydowym też staje się standardem i już chyba nie ma liczącego się w świecie producenta, który nie ma w swoich planach wprowadzenie choć jednego pojazdu tego typu.
W czym zatem problem?
Od lat było wiadomo, że auta elektryczne to przyszłość. Są bezszelestne, mają świetne parametry gwarantujące dobre przyśpieszenie i przy tym nie emitują żadnych spalin. Jednak w wielu publikacjach można wyczytać, że problemem jest infrastruktura, bo może i da się już dziś kupić pełnowartościowe auto na prąd, ale gdzie je potem zatankuję lub naprawię? Co prawda wiele pojazdów na prąd można ładować za pomocą zwykłej wtyczki wkładanej do kontaktu, lecz to może nie wystarczyć. Pewne kraje i miasta wykazuję większe zaangażowanie we wspomaganiu nowatorkich pomysłów, jednym z przykładów takiego postępowania jest Izrael. Państwo to będzie wspierać francuski koncern Renault, w sprzedaży elektrycznych pojazdów oraz budowanie stacji ładowań i podmian pustych akumulatorów, na naładowane. Pomysł wydaje się dość sprytny i nowatorski. Takie przykłady pokazują, że chcieć znaczy móc.
Awangardowy Mielec
W Mielcu też postanowiono na technologię przyszłości i przy wsparciu Unii Europiejskiej planuje się budowę sieci stacji ładowania samochodów. Niezbędne inwestycję oszacowano na 20 mln złotych. Przy czym czas ładowania akumulatorów, jak donoszą media, ma trwać tyle co tankowanie konwencjonalnego paliwa. W planach jest też rozwiązanie problemów z serwisowaniem aut elektrycznych oraz budowa małych przydomowych i przyzakładowych stacji ładowania wraz z minielektrowniami wykorzystujących energię odnawialną.
Nawet królewna ma wady
Napęd elektryczny może wydawać się cudowny rozwiązaniem, jednak istnieje zawsze jakieś ?ale?. Nawet najlepsze auta elektryczne będą emitować gazy cieplarniane, póki tak jak w Polsce, prąd do napędzania ich silników będzie produkowany w elektrowniach węglowych. Uważam, że problem ten może okazać się jeszcze długo nierozwiązany, patrząc na poczynania naszej energetyki.
Jak możemy pomóc ekologicznym samochodom?
To chyba najważniejsze pytanie jakie możemy sobie dziś zadać. Producenci pokazują nam coraz to ciekawsze koncepcje elektrycznych pojazdów, lecz wciąż boją się wdrożyć je do produkcji. Powód jest prosty. Cena jaką trzeba zapłacić za awangardową technologie zawsze jest astronomicznie wysoka. W naszym kraju nowa Toyota Prius, w najtańszej wersji kosztuje 106 100zł, a konkurencyjna Honda Civic Hybrid 96 600zł. W porównaniu, auta tych samych producentów o zbliżonej wielkości, lecz o konwencjonalnych napędach kosztują w granicach 60-70 tys. Czyli licząc lekką ręką, chcąc być ekologicznym musimy dopłacić około 40 tysięcy. Jednak wystarczy aby rząd, chcący wspierać nowe i przyjazne środowisku technologie, zrezygnował z pobieranie podatku VAT za pojazdy z napędem hybrydowym. Wtedy nasze ekologiczne auta stanieją o około 22 tysiące, przez co omawiana różnica skurczy się do około 18 tysięcy. Taka ulga może spowodować zwiększone zainteresowanie czystym napędem, przez co firmy sprzedające takie samochody zwiększą swoje zyski. Te zapewne zachęcą ich do dalszej innowacyjności. Konkurencyjne koncerny mogą zostać zachęcone upustem do wdrażania podobnych pomysłów. Lecz czy nasz rząd zdecydowałby się na rezygnacje z podatku w imię ekologi?
MARCIN WARCHAŁOWSKI
| Autor: Marcin Warchałowski |
|
Podziel się tym artykułem: |
| Waszym zdaniem | (+) dodaj swój komentarz |











