Odstawiłem grata!
Ostatnim czasem dużo czytam na temat proekologicznych rozwiązań, jakie nareszcie zakwitają w przemyśle motoryzacyjny. O miano samochodu ekologicznego walczy Toyota, Renault. Walczą też inne koncerny. I słusznie, bo jest o co. - Piękne widoki błękitnego nieba obejrzysz przez panoramiczny danch... - czytam w folderze reklamowym jednego z koncernów samochodowych i komentuję ironicznie: - Owszem. Jeśli jeszcze będzie co oglądać, nim człowiek sprawi, że kolor nieba z błękitu zmieni swój kolor na szary, do złudzenia przypominający wyziewy z kominów.
Moja ekolifestyle'owa rewolucja, którą toczę posunęła się o krok dalej. Goląc się pewnego dnia, myślałem o rozleciałym kolektorze ssącym, wydającym z siebie okrutne decybele podczas jazdy. - Redaktor i do tego wydawca portalu Ekologiczni.pl nie może jeździć 16-letnim gratem, który w Niemczech nie przeszedł TUV-u! - grzmiałem na siebie w myśli. tego dnia nie pojechałem do redakcji samochodem. Odstawiłęm grata, którego będąc szczerym, kupiłem od innego redaktora naszego portalu - nie pokazując palcem... Cóż, takie czasy. Może kiedyś będziemy wozić się wózkami z silnikami hybrydowymi, wodorowymi lub wręcz napędzanymi poprzez solary. Kto wie?
Podróżując do pracy tramwajem, odkryłem coś zupełnie nowego, a raczej zapomnianego. Coś, o czym zapomniałem gdy kupiłem samochód i woziłem się nim wcześniej. Mowa o luzie. Tym fantastycznym luzie, którego nie miałem prowadząc samochód. Stanie w korkach, nerwy na drogowych idiotów lub niedorajdy, którym omyłkowo wydano prawo jazdy. Wszystko to wpieniało mnie tak, że po 20 minutach podróży, w pracy nie musiałem pić porannej kawki, by stanąć na nogi.
A w tramwaju? - Luzik! Spokój. MP3 na uszach. Książka lub gazeta w ręku. Mózg odpoczywa. No i jest ekologiczniej, bo jak wiadomo - transport zbiorowy jest ekologiczny. Zamiast 40 osób trujących środowisko starymi gratami, truje tylko jeden grat - autobus. Co do tej proekologicznej strony autobusów w naszym pięknym kraju, to jeszcze nam daleko do ideału. Jeśli mówimy o dymiących jak smoki Ikarusach pamiętających jeszcze stan wojenny, a takie zabytki motoryzacji jeszcze strasza w naszych miastach, to nie mydlmy sobie oczu - nie są one najekologiczniejsze. Szczęśliwie nowoczesnych samochodów do transportu zbiorowego nam przybywa, jest więc nadzieja na zdrowsze powietrze. Byle tylko ludzie odstawili swoje graty jeśli rzeczywiście nie muszą nimi jeździć!
Mój wóz reporterski - Peugeot 405, obśmiewany życzliwie przez przyjaciół z ANGORY i Mobile Internet, służy mi jedynie na weekendowe wypady, czy do robienia zakupów. Lub gdy leje bezlitośnie - tak, wówczas zero we mnie z ekologa. Zapalam silnik i jadę! Nie wyzbędę się się 130 konnego bolidu :))) Jestem jednak szczęśliwy, że moim myśleniu o jutrze coś się zmieniło. Samochód stał się narzędziem do ułatwiania sobie życia. Nie jest już czymś niezbędnym do życia. Przeszedłem taki stan, że po bułki do sklepu oddalonego o 50 metrów jechałem samochodem. Myślę, że nie tylko ja cierpiałem na taką przypadłość. Teraz częściej spaceruję, używam szynowych bolidów mknących ulicami mego miasta i z litością spoglądam na stojących w korkach szoferów... I krzyczeć mi się do nich chce! - Kochani! Odstawcie swoje graty!
Ps. O oszczędnościach forsy nie zamienionej w spaliny nie wspominam... :-)
22-07-2007
| Autor: Wojtek Andrzejewski |
|
Podziel się tym artykułem: |
| Waszym zdaniem | (+) dodaj swój komentarz |
Nie napisano jeszcze komentarzy











